O autorze
Jestem trenerem. Rozwijam firmy i ludzi w tych firmach. Jestem ojcem. Rozwijam i jestem nieustannie rozwijany przez moich dwóch synów. Jestem biegaczem. Półmaratony, maratony, czasem trafi się triathlon. Ale codziennie ciężka praca. Jestem blogerem. Uwielbiam opowiadać historie. A jeszcze bardziej słuchać tych, którymi dzielą się ze mną goście mojego cyklu "Wysłuchał: Tomasz Staśkiewicz".
Jestem Warszawianinem. Z dziada pradziada.

Używasz korpomowy? W ten sposób chcesz pokazać, że jesteś lepszego świata.

Rafał Ferber, twórca Mordoru na Domaniewskiej
Rafał Ferber, twórca Mordoru na Domaniewskiej Rafał Ferber
Mordor, to zagłębie biurowe na warszawskim Służewcu Przemysłowym. Pracuje tam codziennie około 100 tysięcy orków, czyli najczęściej pracowników korporacji. Władcą krainy jest Sauron, czyli Rafał Ferber. Jego fanpage „Mordor na Domaniewskiej” przez pięć lat swojego istnienia zyskał 130 tysięcy fanów. Dzięki jego prowadzeniu, założyciel, sam uciekł z korporacji i założył swoją agencję social media. Zyskał jednak coś jeszcze – dogłębne zrozumienie procesów, jakie sprawiają, że ludzie, choć narzekają, to trwają w „Mordorze”. Swoimi spostrzeżeniami podzielił się w wywiadzie z cyklu Wysłuchał: Tomasz Staśkiewicz.



Mordor to stan umysłu

Według Rafała Ferbera, termin Mordor, dotyczy nie tylko konkretnego miejsca, jakim jest Służewiec. To stan umysłu zniewolonego pracownika:– Często małych firmach ludzie są bardziej dociskani i wykorzystywani niż w korporacjach. W korpo masz kijek i marchewkę, czyli wszystkie benefity, stabilność zatrudnienia. Gorzej jeżeli pracujesz w małym mieście w Polsce, w którym panuje bezrobocie i nie masz żadnych korzyści. Słyszysz tylko, że masz szczęście, że masz pracę. Jest kij, nie ma absolutnie żadnej marchewki – mówi w wywiadzie.

Brzydkie korposłowa

Ciekawą obserwacją Rafała Ferbera jest to, że używanie korpomowy jest sposobem pokazania, że jest się z lepszego świata. Ludzie, którzy w życiu prywatnym używają takich słów jak „czelendżować”, „performować” czy „skancelować taski” starają się zbudować pewnego rodzaju mur językowy, za który wstęp mają tylko wtajemniczeni.
– Ale jeżeli ktoś jedzie do domu i w rozmowie z rodzicami mówi o tym, że miał jakiś fakap, bo zawalił przyasygnowany task, to inni nie są w stanie tego zrozumieć. To nawet nie muszą być rodzice, ale ludzie z tego samego pokolenia, ale z innego kręgu. Ten język jest dodatkowym atrybutem oddzielającym, wskazuje, że jest się z tego, w domyśle, lepszego, świata – mówi Ferber.

Pies, który leży na gwoździu

Najmocniejszą metaforę Rafał Ferber zostawia jednak na koniec. Porównuje tkwienie w korpo do psa, który leży na gwoździu i skomle. Ale skoro się nie rusza, to znaczy, że nie boli go tak bardzo, żeby chcieć zmieniać swoją sytuację.

Całość możecie przeczytać TUTAJ.
Trwa ładowanie komentarzy...