NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Rzeczy, które powinien zrobić ojciec z synem

Autor: Marta Wasilewska
S. nie może mieć dzieci. Dowiedział się o tym po kilku latach starań. Współczułem mu bardzo, bo ojcostwo jest najlepszym doświadczeniem w moim życiu. Powiedział wtedy (a było to dobrych kilka lat temu), że najbardziej mi zazdrości tego, że będę mógł moim synom pokazywać świat, przeżywać z nimi jeszcze raz odsłanianie tajemnic. W każdym facecie jest kawałek dziecka. Dlatego odkrywanie świata z synem jest tak fajnym doświadczeniem.

Tekst pochodzi z mojego bloga. Zachęcam do śledzenia i polubienia fanpejdża.



Jestem facetem i mam dwóch synów. Męska banda. Testosteron i sikanie na stojąco. Gdybym miał córkę albo był matką taka lista mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. A tak, prezentuję czysto męski punkt widzenia. Oto pierwsza część mojej listy rzeczy, które powinien zrobić ojciec z synem. Część z tych punktów udało mi się zrealizować, część dopiero przede mną.

Każdy tata powinien z synem:

Mówić o uczuciach
Po pierwsze i najważniejsze powtarzać kocham Cię. Żeby w żadnej chwili nie zwątpił w naszą miłość. Słowa trzeba popierać czynem. Niech buduje go ten fundament, ta pewność, że bez względu na wszystko jest dla kogoś najważniejszy. Uwielbiam ten moment przed zaśnięciem, kiedy resztkami sił mówię magiczne słowa, a któryś z synów w półśnie szepcze Wiem, tato.

Płakać
Prawdziwi mężczyźni płaczą. Nie boją się łez. Tak jak i koloru różowego. Jesteśmy ludźmi z krwi i kości. Wspólne przeżywanie trudnych chwil jest niezwykle intymne i buduje wyjątkową więź. Opartą zarówno na pokazaniu własnej słabości, ale i akceptowaniu słabości dziecka.

Grać w piłkę
Kopnąć pierwszy raz. Pozwolić synowi strzelić pierwszą bramkę. To nie musi być piłka, to może być inny sport, ale chodzi o to, żeby wprowadzić dziecko w świat aktywności fizycznej. Ja za moimi chłopakami jeszcze nadążam. Wspólne wypady na boisko, podania, akcje i gole dają nam wszystkim mnóstwo frajdy.

Spróbować przeprosić
Nie jest łatwo przyznać się do błędu. Znacznie wygodniej udawać, że nic się nie stało. Albo tak odwrócić sytuację, żeby nie musieć przepraszać. Stosunkowo łatwe do zrobienia, jeśli masz 30 lat więcej. Ale nie o to tu chodzi. Wystarczy powiedzieć przepraszam, aby pokazać, że traktujesz dziecko po partnersku.

Wyjechać pod namiot
Na chwilę zostawić cywilizację i rozbić wspólne obozowisko. Przeżyć męską przygodę, ale też uczyć się podstaw współodpowiedzialności. Kiedy pojechałem z chłopcami pierwszy raz – mieli 5 i 7 lat. We trzech spędziliśmy kilka magicznych dni. Byliśmy skazani na siebie 24 godziny na dobę. Nie można było się zaszyć w innym pokoju, nie było pracy, szkoły, ani przedszkola. Był czas na poznawanie siebie.

Pójść na imprezę
Na taką, na której jest alkohol i nocne Polaków rozmowy. Na taką, na której są tańce i szaleństwa, ale nie ma ostrej popijawy kończącej się upodleniem. Na taką, na której dorośli się bawią i cieszą. I chociaż piją alkohol, to nie przekraczają granicy przyzwoitości. Taką, na której dzieciak może być z boku, ale może też włączyć się do rozmowy.

Słuchać się nawzajem
Im prostsze zadanie, tym trudniejsze. Czasami się nie chce, innym razem nie mamy siły. Zdarza się też, że coś nas po prostu nie interesuje. Ale dla naszego dziecka to może być najważniejsza rzecz pod słońcem. Dlatego okazujmy mu uwagę. Nasza cierpliwość i zainteresowanie dadzą poczucie istotności.

Grać w szachy
W szachy po prostu trzeba umieć grać. Im wcześniej dziecko pozna zasady królewskiej gry, tym lepiej. Przekażmy mu podstawy, nauczmy. Nie tylko rozwiniemy u dziecka zdolność logicznego myślenia, ale też możemy zaszczepić mu miłość do innych gier planszowych. Dzięki temu mamy więcej możliwości spędzania wolnego czasu.

Przegrać w szachy
Nie od razu i nie podkładając się w głupi sposób. Dzieci czują takie fałsz takich ruchów. Ale trzeba doprowadzić dziecko do takiego poziomu, żeby potrafiło z nami wygrać. Może na początku lekko mu pomóc, ale zrobić to dyskretnie. Tak, żeby pozwolić dziecku rosnąć, wierzyć w swoje umiejętności i sens pracy.

Spędzić świetny czas bez pieniędzy
Można wziąć ze sobą 10 zł i spędzić cały dzień na mieście. Szukać darmowych rozrywek, podziwiać świat i wyliczać kasę, żeby wystarczyło na bułkę. Rozwijać wyobraźnię, nie konsumpcję. Pokazać, że szczęście zależy od tego co robimy, a nie kupujemy. Minimalny budżet uczy dokonywania wyborów.

Grać całą noc na komputerze
W Minecrafta, FIFĘ, Cywilizację… W co kto lubi. Do czasu, aż pierwszy z nas padnie. Albo się znudzi. Być koło siebie, ze sobą, nawet jeśli w innych światach. Wspólnie zawalić noc. Wstać od biurka o świcie, wyjść na zewnątrz, żeby w najcudowniejszy sposób powrócić do rzeczywistości obserwując wschód słońca.

Pójść na koncert rockowy
Krzyczeć, skakać, wyć. Śpiewać wszystkie refreny i patrzeć jak młody z rozdziawioną buzią chłonie potęgę granej na żywo muzyki. Basy, gitary, perkusje. Po to by móc dotknąć takiej wspólnoty przeżywania, jaka dana była mnie i Jasiowi, gdy na koncercie Jelonka usiedliśmy z wrażenia i przez godzinę słuchaliśmy w zachwycie i milczeniu.

Spędzić cały dzień na plaży
Bo po pierwsze, trzeba się na tę plażę dostać. To już coś, bo oznacza, że zabieramy dzieci nad wodę. Po drugie warto się spiec w imię nauki. Tak żeby bolało. Żeby odchodziła skóra. Żeby dzieci widziały nasze cierpienie i zrozumiały dlaczego nie należy zasypiać na plaży. Żeby po prostu uczyły się na naszych błędach.

Pójść na mecz
Bo z kim syn ma iść na mecz jeśli nie z tatą? Pokrzyczeć Sędzia kalosz, dzielić emocje, jakie daje niemal plemienne poczucie wspólnoty. My vs. Oni. Dobro naprzeciw Zła. Opowiedzieć wszystkie piłkarskie narracje. Jeśli wygramy to „Bohaterscy Zwycięzcy powstrzymali Rycerzy Ciemności”. Jeśli przegramy to „Moralni Zwycięzcy oszukani przez Sprzymierzone Siły Mordoru”. Wspólnie gwizdać, gdy faulują naszych. Z satysfakcją cmokać, gdy to nasi przekroczą granice twardej gry.

Wystartować w zawodach
Mogą to być biegi. Może być turniej w scrabble. Albo zawody sprawnościowe. Albo konkurs na najładniejszą pisankę. Ważne, żeby brać udział w tej samej imprezie. Wspólnie przeżywać radość lub smutek, wysiłek i szczęście po zakończeniu. Cieszyć się udziałem, nie wynikiem.

Szukać odpowiedzi na trudne pytania
Przyznać się wprost do niewiedzy. Nie zgrywać „Alfy i Gamety”. Tylko powiedzieć „nie wiem”. I wspólnie szukać odpowiedzi na kolejne stawiane pytania dlaczego?, jak?, po co?. Dać dzieciom nie tylko narzędzia do znajdowania rozwiązań, ale przede wszystkim tę pewność, która sprawi, że nie będą się bali pytać. A poza tym wspólna eksploracja nawet prostych tematów prowadzi często w zaskakujące poznawczo rejony.

Porozmawiać o seksie
Szczerze i otwarcie. Bez sensacji i przemilczeń. Bez uciekania się do głupich metafor i jak najdalej od bzdur, które wypisuje Teresa Król w swym pseudopodręczniku. Rozmawiać o rzeczach oczywistych, takich jak higiena i bezpieczeństwo. Trzeba być dobrze przygotowanym pod kątem merytorycznym, ale mieć też w sobie gotowość do odpowiedzi na trudne, czasem osobiste pytania. Umieć mówić delikatnie, ale konkretnie i bez wstydu. Aby móc zdemitologizować seks jako coś złego i zabronionego. Umieć wytłumaczyć, że wszystko ma swój czas.

Wspólnie pomóc komuś obcemu
Bezinteresownie. Na przykład na ulicy, w tramwaju, w sklepie. Po prostu. Nauczyć się, że każdy z nas może odegrać rolę superbohatera. Nie oczekiwać wdzięczności. A potem, już w domu, cieszyć się, że komuś pomogliśmy.

Nazywać złe zachowania
Większość rodziców poprzestaje na wytykaniu niewłaściwych zachowań dziecka. Wychowanie częściowo polega na tym, aby korygować, pokazywać co jest dobre, a co złe. Ale dużo ważniejsze jest danie dziecku prawa do tego, żeby zwróciło uwagę na nasze błędy. Nobody’s perfect. Chcąc nauczyć dziecko oceniać pewne standardy zachowania, musimy dać mu prawo do reakcji, gdy to my przekraczamy granice. Szczególnie, że powinniśmy być wzorem.

Tutaj znajdziesz drugą część mojej listy.
Trwa ładowanie komentarzy...